O autorze
Barbara Dolniak z wykształcenia jest prawnikiem, absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Przez ponad dwadzieścia pięć lat wykonywała zawód sędziego. Jej specjalnością jest prawo cywilne. Obecnie jest Wicemarszałkiem Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z ramienia Komitetu Wyborczego Nowoczesna Ryszarda Petru.

Poza pracą zawodową, od lat angażuje się w działalność charytatywną i na rzecz społeczności lokalnej. Jest Patronem Honorowym Fundacji im. Grzegorza Dolniaka „Sportowa Szansa”, która wspiera młodych sportowców.

Facebook

Dla kogo rząd pisze nowelizację kodeksu cywilnego?

Proponowana nowelizacja przewiduje skrócenie okresu przedawnienia z 10 do 6 lat, zmianę sposobu liczenia okresów przedawniania oraz szczególne regulacje dotyczące konsumentów. W uzasadnieniu projektu wskazuje się, że za skróceniem okresu przedawnienia przemawia: "potrzeba zmobilizowania stron stosunków prawnych do szybszego kształtowania stanów faktycznych w sposób zgodny ze stanem prawnym".

Uzasadnienie wskazuje, że "skrócenie ogólnego terminu przedawnienia będzie zatem służyć także stabilności i pewności stosunków społecznych, co jest podstawowym celem instytucji przedawnienia."
Uzasadnienie w tym zakresie jest bardzo lakoniczne i mało przekonywujące. Nie wskazuje żadnych racjonalnych argumentów dla tak fundamentalnej zmiany.
Z okrągłych zdań nic merytorycznego nie wynika.

Przy takiej regulacji skrócenie okresu przedawnienia będzie działało jedynie na korzyść dłużnika, a więc podmiotu, który nie spełnił świadczenia mimo ciążącego na nim obowiązku.
Nie będzie to sprzyjać stabilności obrotu, a wręcz przeciwnie - będzie sprzyjać podmiotom niewykonującym swoich obowiązków w ramach zaciągniętych zobowiązań.
Projektodawca winien dokonać dogłębnej oceny skutków regulacji. Ocena zawarta w uzasadnieniu projektu jest pobieżna.

Rozwiązania zawarte w projekcie dotyczące skrócenia okresu przedawnienia stanowią zagrożenie dla gwarancji konstytucyjnych (art. 2 Konstytucji).
Projektowana zmiana uderzy w prawa wierzycieli jako strony stosunku zobowiązaniowego, ponieważ ograniczone zostanie prawo do dochodzenia i egzekwowania roszczeń.


Nie należy przeceniać twierdzenia o dyscyplinującym wpływie skrócenia ogólnego terminu przedawnienia, zwłaszcza biorąc pod uwagę ogromną liczbę przepisów szczególnych.
Ponadto, postulowane w projekcie ustawy rozwiązanie zamieszczone w zdaniu drugim art. 118 wprowadza niepotrzebny chaos i zamieszanie w odniesieniu do zasad liczenia terminu przedawnienia.
Proponowany nowy sposób liczenia okresów przedawnienia ani nie ułatwia obrony ani nie stanowi ułatwienia dla wierzycieli.

Warto podkreślić, że zgodnie z projektem termin przedawnienia będzie upływał na koniec roku kalendarzowego, co nie ma żadnego uzasadnienia, jest sztuczne i może powodować zafałszowanie realnego terminu przedawnienia, np. w sytuacji, gdy kończyłby się on z początkiem roku a zostanie sztucznie wydłużony do końca roku (czyli niemal o rok).

Niesprawiedliwość takiej konstrukcji polega także na uzależnianiu biegu terminu przedawnienia od czynności, którymi zainteresowani mogą kształtować sytuację prawną według własnej woli, np. wierzyciel może wezwać do zapłaty wierzytelności celowo na początku roku (zamiast z końcem poprzedniego) i stworzyć w tym momencie wymagalność (od którego biegnie termin przedawnienia), by wydłużyć termin przedawnienia o rok.

Patrząc z perspektywy konstytucyjnoprawnej, odstępstwo od ogólnej reguły wymagałoby przedstawienia obiektywnego uzasadnienia, którego wyraźnie brakuje.
Na pewno nie jest dostatecznym powodem takiego zamysłu okoliczność, że czynnik czasu rzekomo nie utrudnia dłużnikowi ani wierzycielowi oceny, czy i kiedy roszczenie się przedawnia, ponieważ źródłem wątpliwości bywa ustalenie zdarzenia prawnego stanowiącego początek terminu, nie zaś obliczenie jego końca.

Wątpliwości (wywołane raczej kwalifikacją prawną, a nie trudnościami dowodowymi) mogą być dokładnie takie same w wypadku, gdy termin wynosi jeden rok, jak i wtedy, gdy jest dłuższy.
Twierdzenie, iż szybsze dochodzenie roszczeń przez wierzyciela znacznie zwiększy szansę na odzyskanie pieniędzy nie do końca jest prawdziwe, gdyż odzyskanie pieniędzy zależy w pierwszej kolejności od kondycji finansowej dłużnika, a ta może się poprawić w dłuższym okresie czasu.

Odnosząc się do zmiany art.125 § 1 kc w kwestii skrócenia terminu, należy wskazać, iż argument, że chodzi o dyscyplinowanie stron nie jest uzasadniony. Chodzi przecież o roszczenia, których stan został stwierdzony w odpowiednim postępowaniu.
W takich okolicznościach wszelkie racje wartościujące przemawiają raczej przeciwko dłużnikowi, który nie wykonuje obowiązku wynikającego z orzeczenia lub ugody.

Skrócenie terminu przedawnienia - szczególnie dotkliwe w związku z przepisami intertemporalnymi projektu - stanowi zatem swego rodzaju wywłaszczenie wierzyciela (w konstytucyjno-prawnym znaczeniu tego słowa) i nie wydaje się być zgodne z interesem bezpieczeństwa obrotu prawnego.

Mogą istnieć różne powody, dla których wierzyciel nie domagał się spełnienia świadczenia niezwłocznie po tym, jak tylko stało się wymagalne.
Bardzo często zdarzają się przypadki, w których dłużnik, pomimo istnienia tytułu wykonawczego, nie reguluje zobowiązań, zaś majątek ukrywa np. przenosząc na inne osoby. Wykazuje przy tym, że jego dochody są tak niskie, że wierzyciel nie ma możliwości zaspokojenia.

Niejednokrotnie okres 10 lat na wyegzekwowanie roszczenia umożliwia wierzycielom poszukiwanie majątku dłużnika i wystąpienie z egzekucją przeciwko dłużnikowi w momencie, w którym ten zgromadzi majątek.
Bardzo istotną kwestią jest również wykreślenie z dotychczasowego brzmienia art.125 § 1 kc ostatniej części zdania: "chociażby termin przedawnienia roszczeń tego rodzaju był krótszy."

Powoduje to bardzo poważną zmianę co do zasad ustalania okresów przedawnienia roszczeń stwierdzonych prawomocnym wyrokiem lub ugodą, a w uzasadnieniu projektu nie ma żadnej wzmianki odnośnie tej zmiany i choćby z tego względu zmiana ta nie zasługuje na akceptację.
Zmiana ta nie daje jasności jaki będzie ostatecznie termin przedawnienia konkretnych roszczeń. Rodzi to więc pytanie o zamiar projektodawcy.

Jaka była jego intencja, czy celem było wprowadzenie zasady 6-letniego okresu przedawnienia dla roszczeń stwierdzonych prawomocnym orzeczeniem lub ugodą oraz wyjątków od tej zasady w postaci krótszych terminów przewidzianych dla danego rodzaju roszczenia?
A może, wykreślenie wskazanego fragmentu przepisu nie miało jednak na celu wprowadzenia takich wyjątków w liczeniu okresu przedawnienia, bowiem projektodawca uznał, że treść cytowanego przepisu w dotychczasowym kształcie stanowi nadregulację?

Trudno jest zgadywać, jakie były cele ustawodawcy wobec braku uzasadnienia.
Skoro już na pierwszy rzut oka zmiana zaproponowana w nowelizacji budzi tak zasadnicze wątpliwości, to można sobie wyobrazić do ilu sprzecznych interpretacji prowadziłoby wprowadzenie jej do porządku prawnego.

Nowe reguły, zawarte w projekcie uprzywilejowują w znacznym stopniu pozycję konsumentów.
Rządowy projekt ustawy proponowane rozwiązania uzasadnia słabszą pozycją konsumenta i potrzebą zapewnienia mu niezbędnej ochrony. Jakkolwiek zapewnienie ochrony konsumentowi jest przesłanką, która jest zawsze warta rozważenia, to jednak tego typu dystynkcja pozycji przedsiębiorców i konsumentów jest dyskusyjna oraz sprzeczna z cywilistyczną zasadą równości podmiotów wobec prawa.

Zmiana ta jest faktyczną ingerencją w sferę procesową prawa cywilnego i niepotrzebnie narusza ugruntowane zasady prawa materialnego. Zakłada bowiem uprzywilejowanie pozycji konsumenta w postępowaniu cywilnym, w którym nie musi zgłaszać zarzutu przedawnienia, pomimo tego, że pozostałe podmioty są zobligowane to zrobić, aby skorzystać z dobrodziejstwa instytucji przedawnienia.
Zmiana ta spowoduje również zastrzeżenia o charakterze systemowym.

Koncepcja prezentowana w projekcie nawiązuje do wzorca kodyfikacji rodem z PRL, której przyświecały przecież określone cele ideologiczne. Ewentualnemu twierdzeniu, że uwzględnienie upływu terminu przedawnienia z urzędu zabezpieczy interesy dłużników nieporadnych i nieobytych z zagadnieniami prawnymi, przeciwstawić można argument, iż obowiązujące zasady procedury cywilnej pozwalają już dzisiaj chronić takie osoby (np. art. 212 kpc, czy ustawa o kredycie konsumenckim, która w swej regulacji zawiera szereg norm chroniących nie tylko prawa, ale też interesy majątkowo-ekonomiczne konsumentów).

Ponadto z przytoczonego uzasadnienia projektu wynika, że projektodawca
z góry przesądza, że dysponowanie prawem podmiotowym dłużnika nie powinno być uzależnione od jego woli. Przekonanie to zdaje się wynikać z założenia, że z punktu widzenia interesów dłużnika zawsze korzystnym będzie ustawowe pozbawienie możliwości sądowego dochodzenia roszczeń przedawnionych z mocy prawa bez konieczności (ale i możliwości) skorzystania z zarzutu procesowego.

Założenie to jest jednak również błędne i wynika z powierzchownej analizy przepisów. Pozwany może mieć uzasadniony interes prawny w tym, aby przedawnienie nie było brane pod uwagę w sytuacji, w której jego zdaniem zobowiązanie w ogóle nie powstało, bądź zostało wykonane i wygasło, podczas gdy zobowiązanie przedawnione jest zobowiązaniem istniejącym.

Rozwiązania projektu naruszają zasadę ogólnego zakazu retroakcji (lex retro non agit), która jest fundamentalną zasadą demokratycznego państwa prawa.
Przepisy projektu istotnie skracają okres przedawnienia roszczeń, który już biegnie.
Zakaz retroakcji powinien być szczególnie przestrzegany wówczas, gdy projektowana regulacja pogarsza sytuację jednostki, co ma miejsce w niniejszym wypadku (wyr. TK z 27 lutego 2002 r.).

Dla wierzycieli takie sformułowanie przepisów intertemporalnych ma ogromnie niekorzystne skutki bowiem roszczenie, które już istnieje, jest wymagalne i nie uległo przedawnieniu będzie podlegało przepisom znowelizowanym, a więc skrócony zostanie okres możliwości dochodzenia roszczeń.

Takie rozwiązanie jest niezgodne z wynikającą z art. 2 Konstytucji zasadą niedziałania prawa wstecz. Wierzyciele zostaną zaskoczeni przez organy państwa zmianami prawa powodującymi bardzo niekorzystne skutki w sferze stosunków prywatnoprawnych. Projektowana zmiana naraża na skutki prawne zaniechań, których obywatele nie mogli przewidzieć, gdyż zostały usankcjonowane wejściem w życie nowych nieobowiązujących wówczas przepisów prawa.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...