O autorze
Barbara Dolniak z wykształcenia jest prawnikiem, absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Przez ponad dwadzieścia pięć lat wykonywała zawód sędziego. Jej specjalnością jest prawo cywilne. Obecnie jest Wicemarszałkiem Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z ramienia Komitetu Wyborczego Nowoczesna Ryszarda Petru.

Poza pracą zawodową, od lat angażuje się w działalność charytatywną i na rzecz społeczności lokalnej. Jest Patronem Honorowym Fundacji im. Grzegorza Dolniaka „Sportowa Szansa”, która wspiera młodych sportowców.

Facebook

Ciąg dalszy chaosu wokół Sądu Najwyższego

Obecnie obowiązująca ustawa przyjęta przez Sejm 8 grudnia 2017 roku weszła w życie 3 kwietnia 2018 roku. Następnie została znowelizowana przez Sejm 12 kwietnia 2018 roku. Nie minął jeszcze miesiąc, a dzisiaj mamy kolejną nowelizację. Tak tworzy się dobre prawo?

Ta ustawa nie usprawnia niczego, a jeszcze bardziej pogłębia chaos wokół Sądu Najwyższego. Nie dojdzie bowiem do zawężenia przesłanek wnoszenia skargi nadzwyczajnej, o czym mówili projektodawcy, ale wręcz do zwiększenia zakresu uznania sądu badającego tę skargę w zakresie oceny czy przesłanki jej dopuszczalności zostały spełnione. Dlaczego zwiększy się zakres przesłanek?
Ano dlatego, że art. 7 Konstytucji dotyczy legalizmu, tj. zasady praworządności. Natomiast art. 2 odnosi się do zasad demokratycznego państwa prawnego. Jest więc szerszy.

Pojawia się pytanie o rolę Sądu Najwyższego w orzekaniu w sprawach wywołanych wniesieniem skargi. Rodzi się bowiem ryzyko, że Sąd Najwyższy, rozpoznając skargę nadzwyczajną w pierwszej kolejności będzie oceniał nie tyle zapadłe rozstrzygnięcie, ale ustawę, która była podstawą jego wydania.

Wówczas ustalenie, że mamy do czynienia z niezgodnością z wzorcem wywodzonym „z demokratycznego państwa prawnego urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej” będzie umożliwiało uwzględnienie skargi.

Tym samym zmiana przesłanki może spowodować, że każdorazowo do uwzględnienia skargi konieczny będzie precedens w postaci orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego, a zatem o dopuszczalności skargi nadzwyczajnej decydować będzie de facto organ inny niż Sąd Najwyższy.


W projekcie wprowadzana jest propozycja, zgodnie z którą gdy zaskarżone orzeczenie wywołało nieodwracalne skutki prawne, w szczególności jeżeli od daty uprawomocnienia się zaskarżonego orzeczenia upłynęło 5 lat, a także jeżeli uchylenie orzeczenia naruszyłoby międzynarodowe zobowiązania Polski, Sąd Najwyższy ogranicza się do stwierdzenia wydania zaskarżonego orzeczenia z naruszeniem prawa oraz wskazania okoliczności, z powodu których wydał takie rozstrzygnięcie, chyba że zasady lub wolności i prawa człowieka i obywatela określone w Konstytucji przemawiają za wydaniem rozstrzygnięcia (a zatem uchylenia zaskarżonego wyroku).

Po pierwsze, należy podkreślić, że niezrozumiałe jest uchylenie zakazu wnoszenia skargi nadzwyczajnej w sprawach o wykroczenia i wykroczenia skarbowe.
Po drugie, projektowany przepis jest wyjątkowo mało przejrzysty.

Jeśli jego celem miało być odstąpienie od formy rozstrzygnięcia w postaci uchylenia zaskarżonego wyroku, co ma uzasadniać wystąpienie nieodwracalnych skutków prawnych, w tym w szczególności upływ 5 lat, to wprowadzenie w końcowej części przepisu umożliwiającego odstąpienie od tej reguły przedmiotowy cel niweczy.

Co się zaś tyczy deklarowanego celu w postaci ograniczenia kręgu podmiotów uprawnionych do wniesienia skargi nadzwyczajnej, to należy podkreślić, że odnosi się ono jedynie do spraw, w których orzeczenie uprawomocniło się po 17 października 1997 r., a przed 3 kwietnia 2018 r.

W odniesieniu do spraw, w których orzeczenie uprawomocniło się po dniu 3 kwietnia 2018 r. projektodawca nie przewiduje żadnych zmian w zakresie dotyczącym podmiotów uprawnionych do wnoszenia skargi. Nawet nie uzasadnia takiego zróżnicowania. A to oznacza nierówność wobec prawa.

Wprowadza się orzekanie w składzie 5 sędziów i dwóch ławników Sądu Najwyższego w sytuacji, gdy skarga dotyczy orzeczenia zapadłego w wyniku postępowania, w toku którego orzeczenie wydał Sąd Najwyższy. Jaki sens ma takie rozwiązanie we wszystkich przypadkach?

Sąd Najwyższy w toku sprawy może przecież wydawać zarówno orzeczenia merytoryczne, jak i o charakterze formalnym. Nie jest to więc uzasadnione z punktu widzenia zasad ekonomiki procesowej.

Zgodnie z projektem to Prezydent będzie mianować asesorów. Należy jednak zważyć, że przy takim zapisie akt mianowania będzie wymagał kontrasygnaty Prezesa Rady Ministrów. Prerogatywy Prezydenta zostały bowiem wyraźnie wskazane w Konstytucji i nie można ich domniemywać.

W Konstytucji wspomina się jedynie o powoływaniu sędziów przez Prezydenta, a asesorzy, co podkreśla się także w tej ustawie, jedynie pełnią obowiązki sędziego.
Żaden zwrot „sędziowie na próbę” nie istnieje w znaczeniu prawnym.

Tak więc dwóch przedstawicieli władzy wykonawczej decydować będzie o powołaniu asesorów. A co stanie się, gdy między nimi powstanie spór i jak to będzie wówczas wyglądać? Będziemy świadkami przepychanek między Prezydentem a Prezesem Rady Ministrów?

Deklarowanie w przestrzeni publicznej o ograniczeniu uprawnień Ministra Sprawiedliwości wobec asesorów jest iluzoryczne. Wprawdzie przekazano Prezydentowi kompetencje do ich mianowania, ale wszystkie inne kompetencje związane ze stosunkiem służbowym asesorów należą do Ministra Sprawiedliwości.

Wszystkie te rozważania powodują, iż zaproponowane zmiany nie idą w dobrym kierunku. Jako Nowoczesna złożyliśmy ponowny wniosek o odrzucenie projektu, bowiem w trakcie prac w Komisji nie wprowadzono żadnych pozytywnych zmian.
Trwa ładowanie komentarzy...