O autorze
Barbara Dolniak z wykształcenia jest prawnikiem, absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Przez ponad dwadzieścia pięć lat wykonywała zawód sędziego. Jej specjalnością jest prawo cywilne. Obecnie jest Wicemarszałkiem Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z ramienia Komitetu Wyborczego Nowoczesna Ryszarda Petru.

Poza pracą zawodową, od lat angażuje się w działalność charytatywną i na rzecz społeczności lokalnej. Jest Patronem Honorowym Fundacji im. Grzegorza Dolniaka „Sportowa Szansa”, która wspiera młodych sportowców.

Facebook

Poprawianie Kodeksu cywilnego

Na posiedzeniu Komisji Kodyfikacyjnej nie poprawiliście Państwo projektu ustawy o zmianach w Kodeksie cywilnym w kwestii przedawnienia w żadnym stopniu. Wręcz przeciwnie.

Dowód? Bardzo proszę. Na przykład w art. 2 dodaliście ust. 1, zgodnie z którym w art. 187 §1 k.p.c. po punkcie 1 będzie punkt 1[1], zgodnie z którym do braków formalnych będzie należało oznaczenie daty wymagalności w sprawach o zasądzenie roszczenia.

To szalenie skomplikuje postępowanie i w wielu przypadkach data wymagalności będzie określona nieprawidłowo. Wystarczy więc wpisać jakąkolwiek, bo i tak sąd musi to sprawdzić, gdy z urzędu będzie badał kwestię przedawnienia.

Należy przy tym zaznaczyć, że bieg terminu przedawnienia może rozpocząć się, zanim nastąpi wymagalność roszczenia (w sytuacji, o której mowa w art. 120 §1 zdanie 2 k.c.).

Po co kwestia wymagalności, gdy sąd nie będzie uwzględniał przedawnienia z urzędu?

Brak również podstaw do czynienia wierzycielowi zarzutu, że nie dochodził zaspokojenia przysługującego mu roszczenia od razu, jak tylko stało się wymagalne.

Warto także zwrócić uwagę, iż przyczyny, dla których wierzyciel nie domagał się spełnienia świadczenia niezwłocznie po tym, jak tylko stało się wymagalne, mogą być różne, np. wiedział o słabej kondycji finansowej dłużnika i postanowił nie obciążać go w trudnym momencie lub nie ponosić kosztów bezskutecznej egzekucji.

Takie podejście może mieć wiele przyczyn, np. utrzymywanie stałych stosunków biznesowych.

Skrócenie okresu przedawnienia z 10 do 6 lat jest drastyczne i dla stron stosunku zobowiązaniowego oraz dla obrotu gospodarczego może przynieść negatywne skutki. Ustawodawca powinien rozważyć stopniowe skracanie okresu przedawnienia.

Jeżeli projektodawca dąży do skracania okresów przedawnienia roszczeń, wskazując na europejskie tendencje, być może właściwym jest stopniowe skracanie – najpierw z 10 lat do 8, a następnie do 6 lat.

Należy również zwrócić uwagę, że projekt (w tym jego uzasadnienie) pomija niezwykle istotną cechę instytucji przedawnienia. Tą cechą jest różnorodność tej instytucji, co w oczywisty sposób wynika z występujących w obrocie różnorodnych stosunków cywilnych.

Ma to swój wydźwięk przykładowo w określaniu momentu rozpoczęcia biegu przedawnia, jego zawieszenia czy przerwania. Dla tych z kolei momentów istotne są takie okoliczności jak wymagalność roszczenia, moment złożenia oświadczenia woli czy uznanie roszczenia.


W tym kontekście zaś przypomnienia wymaga, że z dotychczasowego art. 117 §1 zd. 1 k.c. wynika, że dłużnik, aby mógł się uchylić od roszczenia, musi wykonać przysługujące mu uprawnienie – zarzut przedawnienia, czemu powinny towarzyszyć dowody wskazujące, że przedawnienie istotnie nastąpiło.

Nie czyni temu warunkowi zadość sytuacja, gdy z dowodów zgromadzonych w sprawie (także na wniosek dłużnika) wynika, że przedawnienie nastąpiło, ale dłużnik nie powołał się na przedawnienie.

Powyższe oznacza, że instytucja przedawnienia wymaga przeprowadzenia wnikliwiej analizy sądu w odniesieniu do wielopłaszczyznowego stanu faktycznego.

Wielokrotnie bowiem uwzględnienie lub nie przez sąd zarzutu przedawnienia nie sprowadza się do przedstawienia lub nie samego zarzutu, a do dalszego przedstawiania dowodów obu stron postępowania, co jest zgodne z naczelną zasadą procesu cywilnego, jaką jest kontradyktoryjność.

Tymczasem projektowane w nowelizacji Kodeksu Cywilnego rozwiązanie zamyka tę drogę. Powstaje pytanie: na jakiej podstawie sąd będzie oceniać czy doszło do przedawnienia czy nie w wątpliwych sytuacjach?

Koncepcja prezentowana w projekcie nawiązuje do wzorca kodyfikacji rodem z PRL, której przyświecały przecież określone cele ideologiczne.

Ewentualnemu twierdzeniu, że uwzględnienie upływu terminu przedawnienia z urzędu zabezpieczy interesy dłużników nieporadnych i nieobytych z zagadnieniami prawnymi, przeciwstawić można argument, iż obowiązujące zasady procedury cywilnej pozwalają już dzisiaj chronić takie osoby (np. art. 212 kpc czy ustawa o kredycie konsumenckim).

Ponadto z przytoczonego uzasadnienia projektu wynika, że projektodawca z góry przesądza, że dysponowanie prawem podmiotowym dłużnika nie powinno być uzależnione od jego woli.

Przekonanie to zdaje się wynikać z założenia, że z punktu widzenia interesów dłużnika zawsze korzystnym będzie ustawowe pozbawienie możliwości sądowego dochodzenia roszczeń przedawnionych z mocy prawa bez konieczności (ale i możliwości) skorzystania z zarzutu procesowego.

Założenie to jest jednak również błędne i wynika z powierzchownej analizy przepisów.

Pozwany może mieć uzasadniony interes prawny w tym, aby przedawnienie nie było brane pod uwagę w sytuacji, w której jego zdaniem zobowiązanie w ogóle nie powstało, bądź zostało wykonane i wygasło, podczas gdy zobowiązanie przedawnione jest zobowiązaniem istniejącym.

Zamiast przeanalizować i przeprowadzić szerokie konsultacje, nie tylko z prawnikami, ale choćby z przedsiębiorcą, który jednoosobowo prowadzi działalność gospodarczą i stanie naprzeciwko bogatego konsumenta, czy starszą panią, która pożyczyła pieniądze i nie może ich odzyskać, bo dłużnik jest nierzetelny, to mamy tu chyba znów do czynienia z kolejnym projektem pisanym na kolanie. Dobrego prawa z tego nie będzie.
Trwa ładowanie komentarzy...