O autorze
Barbara Dolniak z wykształcenia jest prawnikiem, absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Przez ponad dwadzieścia pięć lat wykonywała zawód sędziego. Jej specjalnością jest prawo cywilne. Obecnie jest Wicemarszałkiem Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z ramienia Komitetu Wyborczego Nowoczesna Ryszarda Petru.

Poza pracą zawodową, od lat angażuje się w działalność charytatywną i na rzecz społeczności lokalnej. Jest Patronem Honorowym Fundacji im. Grzegorza Dolniaka „Sportowa Szansa”, która wspiera młodych sportowców.

Facebook

Czy każdy musi się znać na prawie?

Od razu odpowiadam na pytanie postawione w tytule – nie, nie każdy. Ale ci, którzy pracują nad jego tworzeniem, już tak. W obecnym rządzie jednak okazuje się, że... niekoniecznie. A przecież prawo dotyczy każdej dziedziny naszego życia. Wadliwe zapisy w ustawach mają swoje konsekwencje. Nie teoretyczne, ale praktyczne – w postaci problemów setek tysięcy Polaków każdego dnia. A diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach.

Bubli prawnych w tej kadencji powstało mnóstwo. Jednym z nich jest projekt „Ustawy o zmianie ustawy o skardze na naruszenie prawa strony do rozpoznania sprawy w postępowaniu przygotowawczym prowadzonym lub nadzorowanym przez prokuratora i postępowaniu sądowym bez nieuzasadnionej zwłoki” (druk 851) - nie tylko na polu merytorycznym, ale i… technicznym.



To może zaskakiwać– zwłaszcza, że projekt został przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości. A to przecież resort, który z oczywistych względów powinien być szczególnym przykładem – zarówno przestrzegania zasad tworzenia przepisów prawa, jak i jego przestrzegania. Jeżeli z tego miejsca nie będą płynąć wzorce, to gdzie ich szukać?!

Na wyliczenie wszystkich uchybień w tym projekcie – dotyczącym skargi na przewlekłość postępowania – potrzeba byłoby całego dnia. Ja skoncentruję się tylko na najbardziej rażących. Bo to przede wszystkim projekt niezgodny z "Zasadami techniki prawodawczej".

Czym są „Zasady techniki prawodawczej”? To rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów, w którym zawarto reguły tworzenia przepisów prawnych w Polsce.

Ten zestaw zasad stoi na straży tego, by ustawy działały zarówno w teorii, jak i w praktyce: wzajemnie się nie wykluczając i logicznie z siebie wynikając. Przydatne, prawda?

Tak – pod warunkiem, że konstruując zmiany w przepisach się do nich zajrzy. W przypadku omawianego projektu zmian w ustawie dotyczącej skargi na przewlekłość postępowania tak się raczej nie stało. Po kolei:

Po pierwsze, 12 na 14 artykułów nowej ustawy (art. 2-13) narusza § 3 ust. 2 i 3 „Zasad techniki prawodawczej”. Dlaczego? Bo Ministerstwo Sprawiedliwości ujęło w nich różne, niezwiązane ze sobą przedmiotowo ani podmiotowo, zagadnienia prawne z aż 7 ustaw.

6 na 7 spośród tych ustaw nie ma żadnego związku z wiodącym projektem – nie dotyczy nawet w najmniejszym stopniu zagadnień związanych z przewlekłością postępowania. Jaki związek ma, na przykład, skarga na przewlekłość postępowania z oświadczeniami majątkowymi sędziów i ich jawnością?

Po drugie, art. 1 pkt. 1 projektu jest niezgodny z § 4 ust. 4 „Zasad techniki prawodawczej” – nakazuje stosowanie umowy międzynarodowej, posługując się zupełnie niedookreślonym pojęciem standardów wynikających z konwencji.

Po trzecie – umożliwienie stronie złożenia skargi na przewlekłość postępowania bez nawet najmniejszego uzasadnienia nie znajduje uzasadnienia w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

Zwróciłam na to uwagę podczas I czytania projektu w Sejmie. W odpowiedzi z Ministerstwa Sprawiedliwości usłyszałam, że projekt ten to… konstrukcja horyzontalna. Co to oznacza? Konia z rzędem temu, kto to wyjaśni.

„Zasady techniki prawodawczej” i zwykły zdrowy rozsądek podpowiadają, że przy tworzeniu przepisów prawa nie możemy mówić o „horyzontalnym związku”. Bo to doprowadzi do sytuacji, w której zaczniemy rozpatrywać jednocześnie kodeks karny, prawo wodne, podatek akcyzowy, a do tego może wyższość Świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą!

Nie tak wygląda dobre, przyjazne obywatelowi prawo. A to ono jest najważniejszym filarem sprawnie funkcjonującego państwa.

Nie zapominajmy też o najważniejszym: proponowane zmiany legislacyjne, zamiast skrócić postępowanie, mogą… doprowadzić do jego wydłużenia – i to o wiele lat.

Jeden z nowych przepisów daje prokuratorowi prawo do złożenia wniosku o przekazanie akt z powrotem do prokuratury już w trakcie postępowania sądowego, a więc w momencie, gdy to już sąd jest organem prowadzącym postępowania. Sąd nie ma możliwości oceny tego wniosku. Musi zwrócić akta, choćby już wydał wyrok.

Co wtedy zrobi sąd odwoławczy? Musi uchylić wyrok, choć mógł być słuszny. W efekcie, postępowanie wróci do punktu wyjścia, a ostateczne orzeczenie w ważnej dla obywatela sprawie oddali się.

Czy tak właśnie ma wyglądać tworzenie prawa? Czy wymiar sprawiedliwości będziemy naprawiać straszeniem sędziów i jeszcze większym chaosem w przepisach?

Powtarzam po wielokroć: dobre prawo to proste prawo. A jeśli obecnie rządzący nie wiedzą, jak je tworzyć – niech zapytają o to fachowców. Na pewno Wam podpowiedzą!
Trwa ładowanie komentarzy...