O autorze
Barbara Dolniak z wykształcenia jest prawnikiem, absolwentką Wydziału Prawa Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Przez ponad dwadzieścia pięć lat wykonywała zawód sędziego. Jej specjalnością jest prawo cywilne. Obecnie jest Wicemarszałkiem Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z ramienia Komitetu Wyborczego Nowoczesna Ryszarda Petru.

Poza pracą zawodową, od lat angażuje się w działalność charytatywną i na rzecz społeczności lokalnej. Jest Patronem Honorowym Fundacji im. Grzegorza Dolniaka „Sportowa Szansa”, która wspiera młodych sportowców.

Facebook

Po co nam Sąd Najwyższy?

Mam kilka refleksji, którymi chciałabym się podzielić po sejmowej debacie dotyczącej informacji o działalności Sądu Najwyższego w roku 2015.

Debata ta odbyła się w zeszłym tygodniu. W trakcie debaty na sali plenarnej było zaledwie kilkunastu posłów.



Wielka szkoda, bo to my stanowimy prawo, które potem sądy stosują.

Przez wiele lat miałam do czynienia z wymiarem sprawiedliwości, więc wiem, jaka to praca i jaka wiąże się z nią odpowiedzialność.

Po drugiej stronie stołu sędziowskiego jest człowiek, a sędziowie rozstrzygają o najważniejszych dla niego sprawach. Tak też jest w Sądzie Najwyższym.

Sąd Najwyższy to jednak nie tylko orzekanie w konkretnej sprawie w związku z wnoszonymi szczególnymi środkami odwoławczymi, ale także działania, które mają zapewnić jednolitość orzecznictwa. A dlaczego? Dlatego, że stanowione w Sejmie prawo nie zawsze jest dobrym prawem, a w zasadzie często nie jest, dając możliwość różnorodnej interpretacji.

I temu właśnie służy m.in. praca Sądu Najwyższego, to czuwanie nad zapewnieniem jednolitości orzecznictwa.

Ta praca to także prowadzenie szeroko rozumianej działalności dydaktycznej, w tym poprzez organizowanie konferencji, w których uczestniczą nie tylko sędziowie, ale również działalność edytorska.

Atakując Sąd Najwyższy łatwo podważyć fundament państwa, jakim są podstawowe zasady demokratycznego państwa prawa.

Mówi się o przewlekłości postępowań, zarzuca się sędziom przekupność.

Ile w takim razie toczy się obecnie postępowań przeciwko sędziom?

Nie słyszałam, aby Minister Sprawiedliwości informował opinię publiczną o jakichkolwiek tego typu postępowaniach.

Przy okazji warto podkreślić, że wskaźnik korupcji wśród sędziów w Polsce jest jednym z najniższych w Europie.

Czy warto zatem obrażać sędziów i atakować wymiar sprawiedliwości? Nie.

Nie oznacza to jednak, że nie trzeba usprawniać wymiaru sprawiedliwości. Tak, trzeba, o czym mówią również sędziowie.

Ale nie możemy podważać autorytetu wymiaru sprawiedliwości dla doraźnych celów.

Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego na posiedzeniu Sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, w odpowiedzi na moje zresztą pytanie, powiedziała jak wygląda kwestia uczestnictwa sędziów - przedstawicieli Sądu Najwyższego w posiedzeniach komisji i opiniowaniu projektów ustaw. Niestety potwierdziła to, na co sama wcześniej wskazywałam, że posłowie w ogóle nie słuchają tego, co mają do powiedzenia sędziowie.

Bardzo często kierowane są również do sądów powszechnych projekty ustaw z Ministerstwa Sprawiedliwości.

I co z tego? Przez lata sędziowie te projekty opiniowali, zgłaszali uwagi, argumenty, a potem była uchwalana ustawa, która tych uwag nie uwzględniała. W Ministerstwie Sprawiedliwości odbywały się narady. Kończyły się tym, że jedynie prezentowane były stanowiska, problemy, a i tak pod obrady trafiał projekt, który w treści zupełnie pomijał uwagi zgłaszane przez środowiska prawnicze.

Na sejmowej sali obrad decyduje niestety arytmetyka, a nie chęć tworzenia dobrego prawa, z uwzględnieniem merytorycznego głosu przedstawicieli środowiska sędziowskiego.

Jako Nowoczesna jesteśmy za usprawnianiem wymiaru sprawiedliwości.

16 mln spraw i niecałe 10 tysięcy sędziów. Wystarczy policzyć, to prosty rachunek. W każdej sprawie, nawet tej najdrobniejszej, trzeba podjąć decyzję.

A Sąd Najwyższy? W zeszłym roku wpłynęło ponad 11 tysięcy różnorodnych spraw. Nad każdą trzeba się zastanowić, bo za każdą sprawą stoi człowiek.

A ile załatwień? Ponad 8,5 tysiąca, a sędziów zaledwie 84 na koniec 2015 roku. W zeszłym roku wpłynęło tych spraw nieco więcej niż w roku poprzedzającym, ale nie wpłynęło to na wydłużenie czasu rozpoznania sprawy.

Jak powiedziała Pierwsza Prezes Sądu Najwyższego, ten średni okres oczekiwania na rozstrzygnięcie to 10 miesięcy. Krócej jest w Izbie Wojskowej, ale tam i spraw jest mniej. Jest to zgodne ze standardami określonymi zarówno w Konstytucji, jak i Europejskiej Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

Nie możemy więc mówić o przewlekłości postępowania, ale merytorycznej pracy, o istotnych i niebagatelnych rozstrzygnięciach, o niezwykle ważkich i trudnych decyzjach.

Zachowanie sprawności działania Sądu Najwyższego jest zasługą osobistego zaangażowania sędziów oraz wyrazem szczególnej dbałości o zapewnienie obywatelom najskuteczniejszej ochrony sądowej.

To samo dotyczy sędziów sądów powszechnych. To praca bardzo często kosztem rodziny, kosztem wolnego czasu. To nie są puste słowa. Jak pracowałam jako sędzia, mogłam zapomnieć o weekendzie, a i urlop często ulegał skróceniu.

W szerszym aspekcie jest to również rezultat aktywności wszystkich pracowników Sądu Najwyższego, w tym członków Biura Studiów i Analiz, jak również asystentów sędziów.

To ciężka, intensywna i niezwykle odpowiedzialna praca. To przecież Sąd Najwyższy rozpoznaje kasacje, podejmuje uchwały rozstrzygające zagadnienia prawne. Oprócz tego rozpoznaje protesty wyborcze, stwierdza ważność wyborów do Sejmu i Senatu, do Parlamentu Europejskiego, a także wyboru Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej oraz ważności referendum ogólnokrajowego i referendum konstytucyjnego. Te sprawy stanowią dodatkowy element pracy, mający wpływ również na tempo rozpoznawania innych spraw.

Ponadto, Sąd Najwyższy opiniuje projekty ustaw i innych aktów normatywnych, na podstawie których orzekają i funkcjonują sądy. Każdy z tych obszarów stanowi odrębną perspektywę oceny działalności Sądu Najwyższego.

Niedawno mieliśmy projekty dotyczące Trybunału Konstytucyjnego i to przecież Sąd Najwyższy wskazywał na nieprawidłowości i przepisy niezgodne z Konstytucją.

Czy ktoś je wziął pod uwagę?

Tak więc wypowiadanie się o sędziach Sądu Najwyższego lekceważąco i określanie ich obraźliwymi epitetami jest absolutnie niedopuszczalne. To nie jest dobry kierunek. To ogromne zagrożenie dla niezależności sądów.

Jakiekolwiek wpływanie na działalność sądów, w tym także Sądu Najwyższego, szkodzi wymiarowi sprawiedliwości, podważa jego wiarygodność i poczucie zaufania obywatela do wymiaru sprawiedliwości, do instytucji, gdzie uzyskać ma rozstrzygnięcie swoich osobistych problemów.

Demokracja opiera się na trójpodziale władzy - ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. To nie może być podział czysto formalny. Każda z tych władz powinna działać niezależnie.

Działalność Sądu Najwyższego w 2015 roku i uzyskane przez Sąd Najwyższy wyniki wskazują, że był to rok pozytywnej pracy, zarówno pod względem orzecznictwa, jak i samej liczby wydanych rozstrzygnięć.

Sąd Najwyższy jest niezwykle ważną instytucją stojącą na straży przestrzegania prawa. Jest niezależny od wszelkich wpływów, także wpływów politycznych. I dla dobra nas wszystkich niech tak pozostanie.

Natomiast postrzeganie wymiaru sprawiedliwości przez jedną, dziesięć, czy nawet sto spraw, które stały się medialne, jest szalenie niesprawiedliwe. Należy bowiem zważyć, co podniesiono powyżej, że w 2015 roku do sądów powszechnych wpłynęło ponad 14 mln nowych spraw. Razem z zaległościami rozpoznano ponad 16 mln spraw.

Nigdy nie będzie takiej sytuacji, że każdy będzie zadowolony z rozstrzygnięcia, bo mamy przecież dwie strony sporu, mamy powoda i pozwanego, a w sprawach karnych oskarżonego, który często zostaje skazany.

Nie pozbawiajmy sędziów udziału w procesie tworzenia prawa. To praktycy, którzy na co dzień mają największe doświadczenie i wiedzę, jak prawo powinno wyglądać, by służyło nam, obywatelom. Warto więc słuchać, co sędziowie, w tym sędziowie Sądu Najwyższego, mają w kwestii tworzenia prawa do powiedzenia.
Trwa ładowanie komentarzy...